Okomedis_gora_750
  • Kategoria: Wydarzenia

foto: Wadowice24.pl

Przelała się czara goryczy po tym jak interweniowały ogólnopolskie media. Dyrektor szpitala przyznaje, że skarg na lekarza było więcej, ale teraz już nic go nie uratuje. Straci pracę w tym miesiącu.

Aby zdanie o jakości usług świadczonych przez Szpitalny Oddział Ratunkowy było złe, wystarczy działanie jednej osoby. Jeśli okazuje się, że skarg na działanie jednostki było wiele ale nic nie zmieniały, to złe zdanie można mieć o całym szpitalu.

Doktor Zbigniew Ł. pracujący w szpitalu w Wadowicach przesadził zdecydowanie. Jak wynika z dziennikarskiego śledztwa, około 2 tygodnie temu na nocnym dyżurze doszło do ostrej wymiany zdań między lekarzem a ojcem dziecka z urazem nogi. Dziecko czekało na przyjęcie kilkadziesiąt minut. Interweniowała wówczas policja, a skandaliczne zachowanie lekarza widzieli inni pacjenci.

Po kilku minutach wyskoczył ktoś z wulgaryzmami w moim kierunku, dlaczego mu przeszkadzam i dlaczego nie daję mu odpocząć - opowiada ojciec chłopaka.

Taką wersję potwierdza również rzecznik małopolskiej Policji:

Kiedy pacjenci zwrócili uwagę lekarzowi, ten wyszedł i zaczął im ubliżać. Stwierdził też, że to jemu się przeszkadza. Policjanci potwierdzili, że inni pacjenci również byli świadkami tego zdarzenia - potwierdził rzecznik małopolskiej policji Mariusz Ciarka.

Jak się okazuje wcześniej ten sam lekarz odmówił przyjęcia rannej dziewczynki, której nawet nie obejrzał. 

Po wybuchu afery dyrektor Szpitala w Wadowicach Józef Budka podjął bardziej stanowcze niż dotychczas działania. Przyznaje, że skarg na lekarza Zbigniewa Ł. było więcej. Tym razem jednak przewinienia nie ujdą mu na sucho. Dyrektor zapewnił dziennikarzy Radia Zet, że jeszcze w tym miesiącu go zwolni.

"Ja tylko mogą przeprosić pacjentów, którzy spotkali się z takim zachowaniem" - powiedział Józef Budka reporterowi Radia ZET Przemkowi Tarankowi dyrektor szpitala. 

Zbigniewa Ł. mogą czekać znacznie bardziej poważne konsekwencje. Nie wykluczone, że lekarz odpowie za nieudzielenie pomocy pacjentowi.

 

 

Komentarze

+1 #3 berek 2015-10-16 20:45
Problem w tym ze on nie pracuje na etacie,jest lekarzem kontraktowym,czyli swiadczy usługi dla ZOZ.Tak ze nie ma skad wylatywac,może jedynie stracic kontrakt.A chetnych do pracy na SOR coraz mniej.
+7 #2 Monia 2015-10-08 19:35
Inni lekarze dyżurujący na SOR w Wadowicach w szpitalu tez bywają aroganccy
+14 #1 Tomasz 2015-10-08 14:19
Typowy komuch, któremu się należy, bo pracuje na państwowym etacie, a pacjentów (dzięki którym de facto ma pracę i którzy mu płacą) ma tam, gdzie kończą się plecy.

Komentowanie jest niedostępne w tej sesji.